Studniówka
sobota, 27 stycznia 2001 00:00

W sobotę tj. 27 stycznia b.r. maturzyści spotkali się na najważniejszym dla nich balu na 100 dni przed maturą.

Przygotowania do studniówki rozpoczęło się wiele miesięcy wcześniej. Z początku było trochę nieporadne, lecz z biegiem czasu nabrały tempa.

Sprawami organizacyjnymi zajęli się rodzice, załatwiali wszystkie formalności związane z zakupem sprzętu do dekoracji sali, zorganizowaniem orkiestry, kucharza czy kamerzysty.

Każde zebranie komitetu studniówkowego był to jeden wielki wrzask. Każdy miał oddzielne zdanie. Wybuchały kłótnie, a w niektórych momentach zdawać by się mogło, że dojdzie do rękoczynów.

A wszystko to po to, by ten bal studniówkowy był niezapomniany, by wszystko było idealne i dopracowane w najdrobniejszym szczególe.

W końcu wszyscy doszli do porozumienia i kilka tygodni przed studniówką było już zorganizowane i dopięte na prawie ostatni guzik. Na tydzień przed wielkim balem rozpoczęły się prace nad dekoracją sali. Tu też nie odbyło się bez sprzeczek. Nie każdemu podobało się przydzielone mu zajęcie. Ale dobra ogółu musiał robić to co robił, bo w końcu plan zakładał zrobienie najpiękniejszej dekoracji jakie oko ludzkie kiedykolwiek widziało w naszej szkole. Gdyby ktoś, kto nie ma pojęcia o rysowaniu zabrał by się za szkicowanie wyszła by sceneria z wystawy rysunków w przedszkolu. Ci co nie radzili sobie przy rysowaniu i robieniu dekoracji zabrali się za dmuchanie balonów. Ileż przy tym było zabawy. Wesoła grupka pompowała balonik, po czym wypuszczała go by odleciał w przestworza. Gdy jednak zorientowali się, że balonów jest 2000 a czasu coraz mniej to zdecydowali się na związywanie balonów. Wkrótce utworzył się całkiem pokaźny stos z którego wystawały tylko głowy zapracowanych dmuchaczy.

Dekoracja przedstawiała cztery pory roku Poszczególne klasy według własnych projektów dekorowały swój rewir biesiadny. Z upływem czasu robiło się coraz piękniej, powstawały przepiękne rysunki (niektórzy z uczniów widocznie pomylili kierunki nauki). Sala piękniała. Zachwyceni byli maturzyści, rodzice i nauczyciele. Wszyscy naprawdę się napracowali. Wreszcie nadszedł ten czas. Sobota. Wszystko było już skączone: dekoracja, sprawy organizacyjne, zaproszenia rozdane. Wielki bal miał rozpocząć się o 1800 . Powoli zaczęli się schodzić goście. Wszystkich zachwyciła wspaniała dekoracja. Zgodnie twierdzono że tegoroczni maturzyści wykazali się talentem malarskim i plastycznym. Efekty tygodniowej pracy były imponujące. Po przemówieniach i powitaniu gości nadszedł czas na Poloneza.

 

Wszystkie klasy zaprezentowali wysoki poziom zachwycając dokładnością i trudnością wykonywanych figur. Drobny brak synchronizacji był spowodowany oślepiającym światłem kamer i fleszy aparatów, które nieco rozpraszały. Potem orkiestra zagrała walca. Na parkiecie pojawiło się niewiele par. Wynikało to być może z braku umiejętności tańczenia

Maturzyści przygotowali także niespodziankę dla swoich rodziców, chcąc im podziękować za trud włożony w organizację studniówki. W dowód wdzięczności uczniowie zadedykowali piosenkę dla swoich mam i zaprosili je do tańca. Specjalną dedykację i podziękowanie otrzymali również wychowawcy klas maturalnych.

Wszyscy  doskonale się bawili. Na parkiecie było bardzo ciasno. Czasami tylko ktoś znikał by skosztować przepysznych smakołyków przynoszonych przez rodziców na stół. Zabawa się rozkręcała, a gdy orkiestra zagrała „La bambę”-to dopiero się działo! Istne szaleństwo. Niektórzy wychodzili z siebie. Zadziwiali nietypowymi figurami tanecznymi, wyginając się we wszystkie strony niczym Ricky Martin. Potem nastąpił  czas na wolniejsze kawałki. Można było zauważyć mnóstwo  par spoglądających sobie głęboko w oczy, lub przytulonych mocno do siebie.

Była to niezapomniana noc. Taki bal – twierdzą wszyscy  zgodnie- pamięta się do końca życia... i o jeden dzień dłużej.

(opr.Tomek S)