Bal karnawałowy dla dzieci
sobota, 10 lutego 2001 10:53

Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym, niezastąpionym. 
Czy nie jest wystarczający powód aby codziennie sprawiać dzieciom radość.

Stąd chyba zmieniła się idea balu karnawałowego dla dzieci które tego szczęścia doznają zbyt mało. Bohaterami naszego balu były bowiem dzieci ze świetlicy Profilaktyczno-Wychowawczej i z Domu Samotnej Matki. A tak naprawdę to na ten wspaniały pomysł wpadła nasza pani pedagog – Małgorzata Wójcikowska, to ona zaprosiła do nas dzieciaki, znalazła sponsora, no bo przecież skoro prawdziwy bal to powinny być konkursy, a jak konkursy to przyjemnie wygrać jakiś upominek, a jak bal to przecież szalona zabawa przy wspaniałej muzyce przygotowanej oczywiście przez.....(?),ale o tym w innym miejscu. I tak po załatwieniu wszystkich „drobiazgów” 29 stycznia na sali gimnastycznej wciąż jeszcze w dekoracji studniówkowej przedstawiającej „Cztery pory roku” z niecierpliwością oczekiwaliśmy na dzieci my to znaczy: „Podławek” (p. Kasia, p. Bożena, Arek, Marcin, Maciek, Rafał.), „Samorząd” (p. Małgosia, Andrzej, Krzysiek, Krzysiek, Piotr, Iwona, Agnieszka, Marysia, Kasia)
Dzieci, były w różnym wieku od takich maleń kich szkrabów po dwa, trzy latka do dwunastu lat. Myślę jednak, że mogę zaryzykować stwierdzenie że wszyscy i duzi i mali bawili się wspaniale. Co widać na załączonych zdjęciach. 
Nietypowym bohaterem tego balu poza samymi dziećmi był Rafał Wilk, który nie tylko przygotował odpowiednią muzykę, ale jeszcze poprowadził go jak ma profesjonalistę przystało, wyręczając przerażone tym zadaniem kobiety. 
Do naszego pociągu „wsiadł” – nawet pan dyrektor Jerzy Kuchta oraz pani dyrektor Alicja Niezgoda. 
Na koniec okazało się że śmiechy i okrzyki radości sprowadziły z powrotem nikogo innego, tylko samego
Św. Mikołaja, który rozdał wszystkim dzieciom drobne upominki, ale nie tak zupełnie za darmo. Niektórzy śpiewali piosenki inni opowiadali kawały, tradycyjnie o blondynkach (dobrze że nie ma serii o farbowanych blondynkach, a tak na marginesie czy ktoś wie, dlaczego te blondynki są w takiej niełasce u mężczyzn). Byli i tacy, którzy podejmowali się wykonania jakiegoś trudnego ćwiczenia. Wszystko jednak dobrze się skończyło, uszczęśliwione dzieci pożegnały się z nami zabierając upominki i wspaniałe wspomnienia, a szczęśliwy Mikołaj z pustym workiem obiecał, że wróci do nas za rok. I teraz czasami idąc ulicami miasta słyszę za sobą dziecięce wołania: „dzień dobry” i nie oglądając się wiem że to na pewno nasi przyjaciele z balu. Tylko szkoda że nie pamiętam czy to Adaś, czy Piotruś, czy.... Chyba wszyscy za rzadko robimy coś dla innych. (K.K)